O blogowaniu słów kilka

O blogowaniu słów kilka

Dziś nie będzie przepisu na pyszności, dziś będzie szczerze o blogowaniu. Pisząc tego bloga, odwiedzając inne, rozmawiając z czytelnikami i blogerami zebrałem trochę doświadczenia, którym chcę się podzielić. Być może komuś przyda się ta wiedza.

Blog… start!

1 maja 2017 roku. Pamiętasz co wtedy robiłeś? Być może odpoczywałeś, bo przecież to długi, majowy weekend, a pogoda była cudowna… Ja pamiętam ten dzień doskonale. Z podekscytowaniem rozsyłałem linka do tego bloga moim znajomym – to był dzień mojego startu w sieci. Czułem się wspaniale, rozpoczynając nowy etap w moim życiu – przecież dzieliłem się tym, co uwielbiam robić!

Jednak przygotowania zacząłem wcześniej, bo w połowie kwietnia. Z perspektywy czasu wiem, że dwa tygodnie to za mało, by dobrze przygotować bloga do startu. Bywały dni, że przed komputerem spędzałem kilkanaście godzin dziennie. Zapytasz: co zajęło mi tyle czasu? Najpierw zająłem się częścią techniczną – zapleczem technologicznym i wyglądem bloga. Jestem ogarniętym chłopakiem, więc z domeną, hostingiem i innymi sprawami poradziłem sobie bez najmniejszego problemu. Jednak schody zaczęły się, gdy zabrałem się za wygląd bloga.

Lubię, gdy blogi są ładne. Wtedy chętniej się na nie wraca, bo miło dla oka czytać czarny tekst na białym tle, niezasłonięty natarczywą reklamą, której nie da się zamknąć. Osobiście nie mam nic przeciwko reklamom, pod warunkiem, że mają swoje miejsce na blogu i grzecznie w tym miejscu pozostają.

Jednak dobranie odpowiedniego motywu to wielki wyczyn, bo nie zawsze motywy spełniają oczekiwania: jeden ma brzydkie czcionki, które ciężko zmienić, jeden nie wygląda dobrze na telefonach, inny z kolei nie ma potrzebnych funkcji. Te wszystkie wady znajdziemy w wielu bezpłatnych motywach. Więc może płatny motyw? Jasne, one są o wiele lepsze – dopracowane, staranne, nienaganne. Ale mają wielką wadę – są płatne. Jak sobie z tym poradzić, jeśli portfel świeci pustkami? Szukać. Szukać. I jeszcze raz szukać. Darmowych motywów jest wiele i z pewnością w końcu znajdziesz taki, który Cię zadowoli. Jednak pamiętaj, motyw ma podobać się autorowi bloga, ale jednocześnie powinien być spójny i funkcjonalny. Najlepiej poprosić znajomych o opinię – ja tak zrobiłem.

Po kilku dniach przed komputerem, poświęconym eksperymentom z motywami, przyszedł czas, by przenieść się do kuchni i wypełnić bloga treścią. Ugotowałem kilka potraw, zrobiłem mnóstwo zdjęć i napisałem kilka wpisów. To było naprawdę ciężkie!

Patrząc z perspektywy czytenika, dobrze jest, gdy wpisy nie zawierają błenduw ortograficznych, stylistycznych, gramatycznych. Nie jestem filologiem i też popełniam błędy, ale staram się pisać jak najlepiej – poprawnie napisany tekst “nie boli”.

Pół roku temu nie spodziewałem się, że mój blog spotka się z tak dużą aprobatą internautów – byłem pewnien, że ludzie wolą oglądać filmy i obrazki, niż czytać (nawet przepisy!).

Bardzo miło się zaskoczyłem, ponieważ od pierwszego dnia czytelników było wielu – takich, którzy wpadali ‘tylko na minutkę’, by zerknąć, ale i takich, którzy są ze mną do teraz. Część z nich pozostawiła po sobie ślad w postaci komentarza, polubienia fanpage’a, obserwacji na instagramie czy nawet zdjęcia ugotowanej potrawy. Dziękuję Wam wszystkim za te małe gesty, ponieważ właśnie wtedy czuję, że to co robię, ma jakiś sens – docieram do kogoś, kogo to interesuje 🙂

Czy blogowanie jest łatwe i przyjemne?

Pisanie bloga

Jeśli oczekujesz, że napiszę, że jest prosto i cudownie, to jesteś w ogromnym błędzie. Blogowanie to nerwy, stres (kto by pomyślał) i mnóstwo złości. Oczywiście są też chwile przyjemne i radosne (o czym pisałem wyżej).

Nikt nigdy nie mówił mi, że będzie łatwo. Ludzie myślą, że tworzenie bloga wygląda mniej więcej tak:

Usiądę, napiszę, opublikuję i gotowe.

Tak wcale nie jest. Zanim usiądę, muszę ugotować (a nie wszystko zawsze wychodzi smaczne, czasem nawet coś przypalę – to strasznie frustrujące, gdy muszę zaczynać gotowanie od nowa). Po ugotowaniu trzeba zrobić zdjęcia (które czasem są naprawdę okropne!), później należy napisać (a czasem to najgorsza część – tak miałem przy tworzeniu wstępu do przepisu na dyniowe curry – wtedy jedyne, co przychodziło mi do głowy, to dynia to warzywo… dynię można uprawiać w Polsce…), sprawdzić i zostawić na chwilę. Po kilku dniach trzeba jeszcze raz sprawdzić, wprowadzić poprawki. Gdy wszystko jest w porządku, można publikować! Ale to nie koniec – nowym wpisem trzeba się podzielić, poinformować czytelników – a to zabiera sporo czasu. Czasem mam wrażenie, że to praca na pełen etat 😉

Pomijając kwestie edytorskie – czasem przychodzi po prostu niemoc i zwątpienie – nie chce się pisać, bo przecież to bez sensu, fanów nie przybywa, czytelnicy nie zostawiają komentarzy… Dlatego gorąca prośba do Ciebie, Drogi Czytelniku – czytając coś na blogu (na jakimkolwiek, nie tylko moim!) zostaw ślad po sobie – komentarz, polubienie, cokolwiek. Dla Ciebie to naprawdę niewiele, a dla blogera to ogromne wsparcie i motywacja do dalszego tworzenia!

Jak zdobywać fanów i promować wpisy?

Social media

W XXI wieku najlepszym źródłem ruchu są media społecznościowe – Facebook, Instagram, Twitter. I to stamtąd generowana jest spora część ruchu. Jak więc promować się w social media?

Utwórz profile tam, gdzie uznasz za właściwe. Nie ma co ukrywać – Facebook jest najpopularniejszym portalem społecznościowym, więc posiadanie fanpage’a jest po prostu wymagane.

Jak zdobyć fanów? Na początku zaproś znajomych do polubienia strony. Poproś ich, by klikali “Lubię to”, pod opublikowanymi postami – przez to powiększasz zasięgi, a Twoje posty docierają do większej liczby odbiorców.

Skutecznym sposobem na zdobycie fanów na fanpage’u jest umieszczenie wyskakującego okienka z przyciskiem polubienia – być może to trochę nachalne, ale bardzo skuteczne.

Ale wracając do zasięgów na Facebooku – co zrobić, by mieć je jak największe i jednocześnie nie płacić za promocję wpisów na fanpage’u?

Twórz wartościowe posty, zachęcające do kliknięcia linka, czy polubienia. Im większe zaangażowanie fanów, tym większe zasięgi.

Jest jeszcze jedna możliwość promocji wpisów na Facebooku: grupy. Dołącz do grup powiązanych tematycznie ze swoim blogiem – w moim przypadku są to grupy kulinarne. Dziel się nowymi wpisami, zachęcaj do dyskusji.

A co z innymi portalami? Rada jest jedna: bądź aktywny. Komentuj, wypowiadaj się, pokazuj, że istniejesz.

A co z zarabianiem?

Zarabianie na blogu

Budzę się w mojej pościeli z jedwabiu, spoglądam na zegar – jest godzina 10 rano. Niechętnie wstaję i zjadam śniadanie. Od posiłku kawa – oczywiście kopi luwak, bo jestem bogaty. Po śniadaniu przeglądam Internet na moim najnowszym macbooku. Dzwoni mój iphone, koleżanka zaprasza mnie na obiad do luksusowej restauracji – oczywiście zgadzam się, bo nie mam w życiu żadnych zobowiązań.

STOP! Tak nie wygląda mój dzień, ani dzień większości blogerów. Jestem normalnym człowiekiem, który wstaje wcześnie rano, ma obowiązki, pracę i inne zajęcia. Bloga traktuję jako hobby, i naprawdę na nim nie zarabiam.

Zaraz odezwą się głosy oburzenia – przecież masz tutaj reklamy, zarabiasz na nich! Owszem, reklamy są – ale zarobki z nich są niewielkie – wystarczy na opłacenie spraw technicznych bloga. Dlaczego nie zarabiam na reklamach? Odpowiedź jest bardzo prosta.

Statystyki mówią, że w reklamy klika 1-3% Internautów. Statystyki mówią także, że ponad 40% polaków używa wtyczek blokujących reklamy. Rachunek jest prosty – jeśli nie masz codziennie setek tysięcy odwiedzin, to nie zarabiasz.

Kiedy zrezygnować z blogowania?

Huśtawka

Najlepszą odpowiedzią byłoby nigdy, jednak są takie kwestie, w których gorąco radziłbym odpuszczenie sobie przygody z własnym blogiem. Do nich należą między innymi:

  • usilna chęć zarobienia na blogu. Czytelnicy potrafią wyczuć, kiedy blog jest prowadzony z pasją, a kiedy jest nastawiony wyłącznie na zarobek. Bez sensu jest wstawianie 10 reklam, bo takie zachowanie tylko zniechęca czyteników. Lepiej umieścić 1-2 reklamy w skutecznym miejscu.
  • brak choćby odrobiny zmysłu estetycznego. Jeśli uważasz, że blog z jaskrawym tłem jest ładny, odpuść sobie. Nie znam chyba żadnego popularnego bloga w krzykliwych kolorach.
  • problem z pisaniem czytelnego tekstu. Naprawdę, blogi pełne błędów nie nadają się do publikacji. U mnie wywołuje to tylko złość i nerwy. Jeśli jednak chcesz blogować, zainteresuj się pierw kursami poprawnego pisania, czy poprawnej polszczyzny.
  • brak systematyczności. Pisać trzeba regularnie – nie ma co ukrywać. Nie jesteś (jeszcze) kimś znanym i sławnym, by pozwalać sobie na popełnienie jednego wpisu na kwartał. Na to przyjdzie czas. Póki co, pisz regularnie. 2-3 razy w tygodniu.

Kilka słów na koniec

Te słowa kieruję do Ciebie, Czytelniku. To Ty jesteś odbiorcą bloga. Pokaż więc, że odbierasz! Zostaw po sobie ślad, a autor bloga poczuje się doceniony i zmotywowany do dalszego działania. Nic nie sprawia mi większej radości, niż komentarz, udostępnienie czy nowe polubienia. To działa także w drugą stronę. Jeśli coś Ci się nie podoba – nie bój się o tym napisać – bloger doceni konstruktywną krytykę.

Ten wpis to najdłuższy wpis na moim blogu. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie zawarłem tutaj wielu informacji, ale sądzę, że dociekliwi znajdą w sieci to, czego poszukują. Jeśli jednak jest coś, co szczególnie Cię ciekawi, napisz w komentarzu – postaram się udzielić wyczerpującej odpowiedzi.

A jeśli tekst Ci się spodobał, udostępnij go, klikając jeden z poniższym przycisków. Dziękuję!



6 komentarzy

  • Doceniam, choć temat Twojego bloga niestety nie mój, tak że nie sfollowuję. Jestem dumnym mięsaninem, ale Twój wpis mnie zaciekawił, bo sam też niedawno zacząłem 🙂
    Jakbyś wpadł i ocenił okiem bardziej doświadczonego kolegi, to będę dźwięczny:
    szaman.biz

  • Kliknęłam w link bo sama jestem blogerką i wiem ile smutku i radości wypływac może z każdego wpisu. Bloga zaczęłam prowadzić w styczniu 2017 roku. Od tamtej pory miałam baaardzo duże przerwy w pisaniu ale teraz wróciłam do formy. Na początku też myślałam że to takie łatwe – napisać coś, opublikować i nie móc się doliczyć ogromnej liczby komentarzy. Teraz wiem że na każdy komentarz muszę się napracować. Że nie wystarczy coś napisać. Że wpisy muszą mieć merytoryczną jakoś, ciekawy sposób napisania i musi z nich wypływać prawda. Zostawiam komentarz z trzech powodów – po pierwsze interesuję się kuchnią i chętnie sięgnę po Twoje przepisy skoro mówisz, że wkładasz w nie tyle pracy. Po drugie – za prawdę opisaną w poście. Po trzecie – bo też jestem blogerką i wiem jak cieszy każdy wpis. A skoro czytając Twojego bloga jestem też czytelnikiem to komentuję. Musimy się przecież wspierać.
    Miłego dnia, oby tak dalej!

    http://www.morninglarkk.blogspot.com

  • Jednak prowadzenie bloga z przepisami to jest niezla zabawa. Fakt, pisze głownie o ksiazkach, a ich przeczytanie troche zajmuje, ale jednak powiesc mi się raczej latwo nie spali. Zwlazcza, ze nie mam zrodla ognia w domu 😀
    W ogóle, czasem mnie kusi, by sprobować jakis przepis do siebie wrzucic, ale fotografowanie jedzenia, ktore samo w sobie wcale nie wychodzi mi jakos ladnoe mnie odstrasza 😀

  • Myślę, że to bardzo przydatne porady.
    Od ponad pół roku prowadzę bloga, ale dopiero kilka miesięcy temu zajęłam się tym na poważnie. Mój blog jest osobisty o tematyce psychologicznej – nie sądziłam, że uda się go wypromować. Jednak nabieram nadziei. To dobry sposób na zajęcie czasu i rozwinięcie umiejętności pisania tego, co ma się na myśli (pewnie wiesz, że to nierzadko największy problem).
    Zgadzam się z tym, że komentarze bardzo motywują blogera. Czasem widzę, że mój post przeczytało 300-400 osób, a komentarzy zero. To taka mieszanka radości i uczucia zawodu, nieprawdaż? 😉
    Pozdrawiam Cię serdecznie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 


Nie przegap nowości

Zapisz się do newslettera i bądź na bieżąco ze wpisami na blogu!

Dzięki! Sprawdź pocztę i kliknij w link potwierdzający!